wtorek, 20 października 2015

Od Skizeet CD Toya

Po tym, jak Skizeet odeszła ze starego stada.

Po kilkunastu godzinach lotu dostrzegłam na horyzoncie Smocze Góry. Gdy do nich dotarłam, zdziwiłam się nieobecnością ani jednej żywej duszy. Biorąc pod uwagę nazwę tego miejsca, sądziłam, że będzie tu pełno smoków. Jedyne co tutaj było, to nagie szczyty gór i lasy w dolinach. A w lasach zapewne jakieś jelenie i łanie. Zamknęłam oczy i wciągnęłam powietrze w nozdrza. Było czyste i lekko wilgotne. Jednym słowem - przyjemne.
Rozglądając się nie zauważyłam nikogo, więc ponownie wzbiłam się do lotu. Gdy uzyskałam odpowiednią wysokość, zaczęłam krążyć po bezchmurnym niebie w poszukiwaniu innych smoków. Wzlatywałam na górskie wierzchołki, zniżałam się między drzewa, leciałam tuż nad krystaliczną taflą jeziora. I co? I nic. Czułam się trochę przygnębiona, lecz postanowiłam szukać dalej. "Widoki są piękne, ale ta samotność trochę dobija" - myślałam. Usiadłam w najwyższym punkcie Smoczych Gór i zaczęłam się w nie wpatrywać. Ku mojemu zdziwieniu, jedna z odległych skał się poruszyła. Cały czas siedziałam na miejscu. Pewnie coś mi się przywidziało... Tak, to jedyna opcja. Dla pewności nadal gapiłam się na "żywą" skałę. Znów dostrzegłam ruch. Podleciałam bliżej. Zorientowałam się, że skała to tak naprawdę był szary smok. "Czyli jednak są tu jakieś smoki" - przewinęło mi się przez myśl.
- Witaj - przywitałam się łagodnym głosem.
- O, witaj, młody smoku - po ostatnich dwóch słowach domyśliłam się, że smok to już staruszek.
Smok odwrócił się w moją stronę. Miał dwie głowy i potężne, duże skrzydła. Szare łuski połyskiwały w świetle kończącego się już dnia. Starzec wpatrywał się we mnie mądrymi oczyma, które zapewne dużo już widziały w tym świecie.
- Mam na imię Skizeet - przedstawiłam się. - Co tutaj robisz?
- Hmm... Czekam na zachód słońca... - odparł smok w zamyśleniu, po czym dodał: - Ah, jestem Toyo.
Po tych słowach Toyo odwrócił swoje dwie głowy w stronę zachodzącego słońca i patrzył na nie bez słowa. Nie chciałam mu przeszkadzać w myśleniu ani oglądaniu, więc usiadłam obok i razem podziwialiśmy zachód słońca. Kilka minut później całkowicie zniknęło za horyzontem. Niebo ściemniało i zaczęło się robić chłodno.
- Toyo, mieszkasz tutaj? - spytałam.
- Aktualnie tak. A co z tobą, smoku?
- Przyleciałam z mojego starego domu. Obecnie szukam innych smoków, żeby razem stworzyć tutaj stado.
- Hmm... Ciekawie, nie powiem... - odparł Toyo i znów pogrążył się w myślach.
- Powiedziałeś, że tu mieszkasz. Są tu jakieś smoki oprócz nas?
- Nie wiem, nie wiem... Jestem tutaj od niedawna.
- Więc, może chciałbyś mi pomóc w zakładaniu stada? - spytałam z nadzieją na pozytywną odpowiedź.

<Toyo, jak odpowiesz na to pytanie? Co było potem?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz